Początek — stolik do gry w Norymberdze
Trzydzieści sześć kart, które dziś nazywamy Lenormandem, pojawia się po raz pierwszy w Norymberdze około 1799 roku. Rysuje je Johann Kaspar Hechtel (1771–1799) jako salonową rozrywkę pod tytułem Das Spiel der Hoffnung — gra nadziei. Nie była to talia do czytania: trzydzieści sześć obrazków układało się w planszę sześć na sześć, rzucało się kostką, przesuwało pionek po polach, a wygrywał ten, kto pierwszy dotarł do karty trzydziestej piątej — Kotwicy, godła nadziei. Czytania w tym niemieckim stoliku końca XVIII wieku po prostu nie było.
Gra rozeszła się po Europie i stopniowo ktoś zaczął rozkładać jej karty, zamiast przesuwać po nich pionek. Około 1846 roku — trzy lata po śmierci panny Lenormand — paryscy wydawcy przepakowali talię do czytania pod nazwą Petit Lenormand, dokładając do niej to znane nazwisko tak, jak wiesza się cudzy szyld nad nowym sklepem. W kolekcji Schreibera w British Museum zachowały się egzemplarze oryginalnego Spiel der Hoffnung, a badania potwierdziły, że obrazki i kolejność Hechtla są bezpośrednim przodkiem talii sprzedawanych dzisiaj. Do Polski system dotarł późno, drogą niemiecką i francuską, i do dziś pozostaje u nas praktyką niszową wobec tarota.
Do polszczyzny Lenormand wszedł dwiema falami i to widać po słownictwie. Pierwsza, jeszcze przedwojenna, była wąska i szła przez Niemcy — talie z norymberskiej i lipskiej produkcji krążyły po zaborze pruskim razem z niemieckimi podpisami na kartach. Druga przyszła dopiero w latach dwutysięcznych, drogą internetową, z podręczników niemieckich i angielskich, i to ona zbudowała dzisiejszą polską praktykę. Skutek jest taki, że o ile nazwy kart tarota ustabilizowały się u nas w latach dziewięćdziesiątych i od trzydziestu lat brzmią tak samo u każdego wydawcy, o tyle polskie nazwy kart Lenormanda wciąż się chwieją: karta jedenasta bywa Rózgami, Batem albo Biczem, dwudziesta druga Drogami albo Rozstajami, dziewiąta Bukietem albo Kwiatami. Numer jest więc pewniejszy od nazwy — i dlatego w polskich zapisach rozkładów karty podaje się najczęściej numerem, a nazwę dokłada w nawiasie.
Prostowanie — talia, której ona nigdy nie miała w ręku
Wokół słynnej paryskiej czytelniczki kart krążą dwa twierdzenia; oba wymagają sprostowania.
- Marie Anne Adélaïde Lenormand (1772–1843) czytała z kart w Paryżu od czasów rewolucji po epokę napoleońską. Twierdziła, że wśród jej klientów była cesarzowa Józefina i niejedna postać rewolucji — ta część opowieści jest w nauce szeroko przyjmowana.
- Czytała jednak **ze zwykłych kart do gry** (oraz z bardziej rozbudowanego systemu zwanego Grand Jeu), a nie z talii trzydziestu sześciu kart, która dziś nosi jej nazwisko.
- Tej talii **nie zaprojektowała, nie wydała i nigdy się nią nie posłużyła**.
- Złożono ją **po jej śmierci**, opierając się na jej sławie: relacja między nią a tymi kartami przypomina podpis ambasadora marki złożony przez kogoś, kogo już nie było na świecie.
Budowa — trzydzieści sześć obrazków z życia codziennego, raz na zawsze ustalonych
Kanon Lenormanda jest zamknięty: numer, kolejność i nazwa są te same we wszystkich wydaniach. Oto standardowa sekwencja, z polskimi nazwami w obiegu obok międzynarodowych.
- Jeździec · Rider
- Koniczyna · Clover
- Statek · Ship
- Dom · House
- Drzewo · Tree
- Chmury · Clouds
- Wąż · Snake
- Trumna · Coffin
- Bukiet · Bouquet
- Kosa · Scythe
- Rózgi · Whip
- Ptaki · Birds
- Dziecko · Child
- Lis · Fox
- Niedźwiedź · Bear
- Gwiazdy · Star
- Bocian · Stork
- Pies · Dog
- Wieża · Tower
- Ogród · Garden
- Góra · Mountain
- Drogi · Crossroads
- Myszy · Mice
- Serce · Heart
- Pierścień · Ring
- Księga · Book
- List · Letter
- Mężczyzna · Man
- Kobieta · Woman
- Lilie · Lily
- Słońce · Sun
- Księżyc · Moon
- Klucz · Key
- Ryby · Fish
- Kotwica · Anchor
- Krzyż · Cross
W zestawieniu z siedemdziesięcioma ośmioma kartami tarota obrazy Lenormanda są wyraźnie bardziej dosłowne — jeździec, list, klucz, mysz — i należą do dnia powszedniego, a nie do repertuaru archetypów. Każda karta nosi dodatkowo w rogu odpowiednik z talii do gry (List to na przykład siódemka karo), co jest śladem jej narodzin wewnątrz talii karcianej. Dla polskiego czytelnika ten róg bywa drobnym zgrzytem, bo pokazuje kolory francuskie — kier, karo, trefl, pik — a nie cztery kolory tarota, czyli Różdżki, Kielichy, Miecze i Denary. To dwa różne słowniki i mylenie ich jest najczęstszym potknięciem w polskich opisach tej talii.
Różnica — dwie gramatyki czytania
Jedno i drugie to karty, które się czyta, a jednak ich **gramatyka** pochodzi z innej rodziny: jedna działa jak słownik, druga jak opowieść.
Połączenie kontra opowieść — krótki przykład
Weź to samo pytanie — jak się układa sprawa z A — i dwie odkryte karty. W tarocie, dajmy na to Kochankowie obok Wieży, czytający otwiera opowieść: głęboka więź przechodzi przez wstrząs przychodzący z zewnątrz, stare konstrukcje mogą się rozsypać albo złożyć na nowo w formę uczciwszą. Ciężar spoczywa na tym, dlaczego, i na łuku, jaki dwie karty rysują razem.
W Lenormandzie, dajmy na to Serce (24) obok Krzyża (36), czytający składa natomiast zwrot: uczucie pod obciążeniem, próba, która ciąży na więzi. Dołóż trzecią kartę, a zwrot zamieni się w zdanie. Dołóż czwartą, a zdanie dostanie czas, miejsce i osoby. Lenormand pisze telegramy, tarot pisze wiersze. Mogą mówić o tej samej sytuacji, ale ziarno obu gramatyk jest inne.
Dlatego w praktyce oba systemy bywają trzymane razem: tarot oddaje pytaniu jego dlaczego, Lenormand oddaje mu jego jak. To nie jest zamiana jednego na drugie, to dołożenie — pod warunkiem, że najpierw przyzna się przed sobą, iż są to dwa osobne języki, a nie dwie gwary tego samego.
Ani tarot, ani talia wyroczni
Bardzo częsty błąd katalogowy wkłada Lenormand do szuflady z taliami wyroczni. Tymczasem talia wyroczni z definicji **nie ma ustalonej budowy**: autor sam wybiera liczbę kart (czterdzieści cztery, pięćdziesiąt dwie, dowolną), tematy i obrazy. Lenormand ma stałą liczbę (36), stałą kolejność (1–36) i stałe nazwy, dokładnie tak jak siedemdziesiąt osiem kart tarota. To **kanon zamknięty**, tylko mniejszy. Dla polskiego czytelnika warto dodać, że i wspomniane karty kioskowe nie są tym samym: mają własną, dziewiętnastowieczną genealogię wydawniczą i podpisaną na karcie gotową formułkę, więc kto widział je w domu dziadków, nie widział Lenormanda. Trzy rodziny, trzy katalogi — a kiedy potrzebna jest trzecia kategoria, tą trzecią kategorią jest po prostu sam Lenormand.