Lunarcana

· Krajobraz ·

Słońce

Światło świadome — to, co oświetla, i to, co patrzy.

Co znaczy słońce

W ikonograficznym słowniku zachodniego nurtu misteryjnego słońce jest figurą światła świadomego. Nie tylko ciałem słonecznym na niebie, ale całą zdolnością czuwającej uwagi — „ja” w swojej najgodniejszej postaci, tym, kto wyszedł na otwarte miejsce i zgadza się być widziany. Tam, gdzie Księżyc rządzi odbiciem, przeczuciem i tym, co powiedziane w połowie, Słońce jest mową wprost: jasnością, żywotnością, ciepłem, które doprowadza do dojrzałości to, co zasiano wcześniej w cieniu.

Odczytania hermetyczne, od renesansowego „Picatrix” po Złoty Świt, przypisują słońce sercu Drzewa Życia — sefirze Tiphareth, pięknu rozumianemu jako punkt uzgodnienia, w którym spotyka się to, co wyżej, z tym, co niżej. W tarocie Słońce niesie więc ciężar podwójny. Jest dziennym światłem, w którym wzrost staje się widoczny, i jest obrazem człowieka zebranego w całość, takiego, na którego można patrzeć, a on nie spuści wzroku. Miejsce Tiphareth na Drzewie nie zostało wybrane za jasność: to jedyna sefira połączona ścieżkami ze wszystkimi sąsiadkami, a więc punkt, który przyjmuje ze wszystkich stron i oddaje we wszystkie strony, i dlatego niczego nie umie zatrzymać dla siebie. Słoneczność w tym schemacie nie jest siłą światła, tylko niemożnością jego gromadzenia.

Warto zauważyć, że u Smith słońce nie jest bezosobowe. Ma twarz i otwarte oczy, a promienie idą na przemian — proste i faliste. Światło tu nie tylko pada, ono odpowiada spojrzeniem; i cała różnica między światłem, które odsłania, a światłem, które wystawia na widok, mieści się w tym, czy ktoś się na to spojrzenie godzi. Słońce niczego nie chowa: ani kurzu, ani wieku, ani tego, co przy lampie wyglądało inaczej. Na tym karta stoi. Radość jest tu nie z tego, że zrobiło się ładnie, tylko z tego, że przestało być strasznie, kiedy się na kogoś patrzy.

Jak słońce pojawia się w talii

Najpełniej słońce jest obecne na arkanie, który nosi jego imię. Pamela Colman Smith maluje je jako wielką, wielopromienną twarz nad ogrodem zamkniętym murem: słoneczniki obrócone do góry, nagie dziecko na białym koniu pod rozpuszczoną chorągwią. Waite w Pictorial Key podaje tę scenę jako duszę, która wreszcie wyszła z ciemności w radość prostą i już nieukrywaną.

Mur ogrodu jest ważniejszy, niż się z początku wydaje. Światło na tej karcie nie pada na cały świat, tylko na wydzielony kawałek, a słoneczniki rosną po drugiej stronie kamieni i wyglądają ponad nimi. Radość ma tu granicę — miejsce, rozmiar i mur; nie jest rozlana wszędzie i nie rości sobie pretensji do wszystkiego. Dziecko jedzie wewnątrz ogrodzenia, a koń pod nim jest bez uzdy: wolność mieści się w środku czegoś, co ktoś kiedyś obmurował, i nie jest to dla niej ujmą, tylko warunkiem.

Warto przyjrzeć się samemu jeźdźcowi. Konia nie ma czym trzymać, bo ręce są zajęte wielką chorągwią, która płynie z wiatrem do tyłu. Sterowania w tej scenie nie ma w ogóle: ani wodzy, ani siodła, ani kierunku ogłoszonego z góry. A dziecko jest jedyną postacią wielkich arkanów, która patrzy prosto z karty na tego, kto ją odkrył; wszystkie pozostałe są zajęte swoją robotą, swoim ciężarem, swoją stroną. Radość dziewiętnastego arkanu nie jest więc o osiągnięciu, tylko o braku postawy obronnej: nie ma się czego trzymać, nie ma po co się chować, i można odpowiedzieć spojrzeniem bez przygotowania.

To samo ciało niebieskie wraca ciszej na innych kartach. Za plecami Głupca wschodzi nisko nad widnokręgiem — świt, w który wędrowiec stawia pierwszy krok, zarazem świadek i rękojmia powrotu. Na Śmierci siedzi między dwiema dalekimi wieżami na linii horyzontu: słońce zachodzące, które jest jednocześnie wschodzącym, malarski dowód, że ta brama działa w obie strony. Przeczytane razem, trzy karty sprowadzają symbol do jednego zdania: Słońce znaczy te chwile, w których życie zgadza się być oświetlone — na progu, u końca albo w pełni przyjścia.

Karty, które niosą słońce

Trzy karty talii umieszczają słońce wewnątrz namalowanej sceny.

Najedź na znacznik, żeby zobaczyć, gdzie na karcie leży symbol.

Głupiec · Słońce

Głupiec

U Głupca słońce stoi nisko i za plecami: oświetla pierwszy krok wędrowca, nie żądając, żeby na nie patrzeć — cierpliwy świadek, a nie cel drogi.

· Przeczytaj tę kartę
Śmierć · Słońce

Śmierć

Na Śmierci słońce zostaje sprowadzone do małego krążka wpiętego między dwie wieże — oświetlenie dokładnie na tej granicy, gdzie jedna forma się kończy, a druga podnosi się przez ten sam przejazd.

· Przeczytaj tę kartę
Słońce · Słońce

Słońce

Na Słońcu światło zajmuje całe niebo: oczy są otwarte, promienie idą na przemian proste i faliste, prąd męski i żeński, i jest to ten rodzaj dnia, w którym człowiek może wreszcie stać nago.

· Przeczytaj tę kartę

Słońce należy do kategorii krajobrazu — do powolnych rysów nieba, ziemi i wody, które oprawiają ludzką postać. Warto czytać je razem z nimi.

Starsze źródła

Waite nie wymyślił obrazowania słonecznego, które zamówił. Babiloński Szamasz, egipski Ra i tarcza Atona, hellenistyczny Helios powożący czwórką koni — wszyscy stoją w długim szeregu, w którym widzialne słońce czyta się jako widzialną twarz świadomego porządku. „Picatrix”, łaciński podręcznik hermetyczny, który dotarł do Europy w XIII wieku, liczy Słońce wśród siedmiu planet rządzących odpowiedniościami magicznymi; Złoty Świt pod koniec XIX wieku dziedziczy to i przypisuje Słońce ścieżce litery Resh oraz sefirze Tiphareth w sercu Drzewa.

Polska dołożyła do tego szeregu dwa obrazy, które warto trzymać obok karty. Pierwszy jest astronomiczny i wszyscy go znają z niewłaściwej strony: Mikołaj Kopernik w „De revolutionibus” z 1543 roku nie tyle wywyższył słońce, ile przestawił je w środek i tym samym odebrał ziemi przywilej bycia punktem odniesienia. Dziewiętnasty arkan robi dokładnie to samo z człowiekiem na koniu — światło nie jest tu nagrodą dla patrzącego, jest środkiem, wokół którego wszystko inne, także on sam, musi się na nowo ustawić. Drugi obraz jest krakowski i szklany: Stanisław Wyspiański zaprojektował w 1904 roku dla Domu Towarzystwa Lekarskiego witraż „Apollo. System Kopernika”, w którym słoneczny bóg leży spętany własnymi promieniami, a planety krążą wokół niego jak obręcze. Wyspiański rozumiał to, czego nie widać na pierwszy rzut oka na karcie: bycie środkiem świata jest też rodzajem związania.

Ogród, dziecko i słoneczniki są osobistym wkładem Smith z 1909 roku, położonym na fundamencie głębokim mniej więcej na cztery tysiąclecia. A ponieważ w polskiej pamięci słońce najczęściej pojawia się razem z czymś, co je poprzedza — po nocy, po zimie, po długiej ciemności — warto pamiętać, że w kolejności wielkich arkanów Słońce stoi tuż po Księżycu. Nie unieważnia tego, co było widać przy księżycu. Daje tylko punkt, z którego da się na to spojrzeć i nie odwrócić oczu.