Co znaczy Księżyc
Księżyc jest w zachodniej tradycji symbolicznej figurą światła odbitego, nigdy własnego. Tam, gdzie Słońce mówi wprost, Księżyc mówi napomknieniem: należy do niego pole snu, przeczucia i cała ta warstwa wnętrza, do której treść dociera obrazem i przypływem, a nie zdaniem oznajmującym. Jego miesięczny obieg — przybywanie i ubywanie — jest zarazem jego znaczeniem. Księżyc opisuje wiedzę, która nie przychodzi w całości: część rzeczy otwiera się wyłącznie fazami, po kawałku, i nie ma tu czym przyspieszyć, bo prędkość do sprawy nie należy.
W kabale hermetycznej, którą przejął zakon Złotego Świtu, Księżyc jest lampą sefiry Yesod: fundamentem, astralnym podłożem, ciałem sennym, którym dzienna świadomość trzyma się ciała świata. Jego prądy to przypływy uczucia — ciągnie je niewidzialne ciało, ich kształt powtarza się z miesiąca na miesiąc i nie da się z nimi dyskutować argumentem. Czytać Księżyc to przyznać, że życie wewnętrzne ma własną pogodę, niezgodną z dziennym kalendarzem. Mickiewicz zapisał to w Świtezi w jednym obrazie: kto przy bezwietrznej pogodzie spojrzy w toń jeziora, widzi gwiazdy nad sobą i pod sobą, a księżyców — dwa. Odbicie nie jest tu fałszem ani kopią. Jest drugim, równie rzeczywistym miejscem, w którym to samo światło się pokazuje.
Stąd bardzo praktyczny sposób obchodzenia się z tą kartą w zapisie dziennikowym. Księżyca nie da się przepytać w jeden wieczór: odpowiada notatkami rozciągniętymi na miesiąc, w których sens wychodzi nie z pojedynczego zdania, lecz z tego, jak zdania układają się jedno po drugim. Dwa tygodnie przybywania i dwa tygodnie ubywania są gotową jednostką obserwacji — a kto prowadzi zapiski od nowiu do nowiu, zauważa rzecz niewidoczną z wnętrza jednego dnia: nastrój porusza się kołem, nie powodami, a powody bardzo często dobiera się do niego później.
Jak Księżyc pojawia się w talii
Arkan, który nosi jego imię — Księżyc, osiemnasta karta wielkich arkanów — maluje wystudzoną noc. Wielka księżycowa twarz zniża się z przymkniętymi powiekami i roni płomyki w kształcie hebrajskiej litery jod; niżej wilk i pies wyją po dwóch stronach ścieżki biegnącej między dwiema wieżami, a z sadzawki na pierwszym planie wydostaje się rak. A.E. Waite czyta tę scenę jako drogę nieświadomości: długi odcinek, który trzeba przejść, zanim światło dzienne następnej karty będzie miało kogo przyjąć. Warto pamiętać, że sam pejzaż jest wynalazkiem późnym — w talii Visconti-Sforzów, malowanej w Mediolanie około 1450 roku, Księżyc to nie nocna scena, lecz stojąca kobieta z sierpem w dłoni, trzymanym jak atrybut. Niebo z wieżami, ścieżka i zwierzęta przychodzą później i zamieniają godło trzymane w ręku w miejsce, przez które się przechodzi.
Ten sam sierp wraca w zupełnie innej tonacji na Ósemce Kielichów, gdzie księżyc wisi nisko i w połowie zakryty nad nieruchomą zatoką, a postać w płaszczu odchodzi od ośmiu starannie ustawionych kielichów i wspina się poza kadr, ku ciemniejszej okolicy. Tutaj księżyc nie jest grozą osiemnastego arkanu, tylko jego cichszym krewnym: niebem, które już wie, że ten ktoś wychodzi, i oświetla próg bez komentarza. Dwie karty, dwa dystanse — a w obu księżyc robi to samo. Jest świadkiem wewnętrznej decyzji, której nie da się już odmówić słowami.
Karty, które niosą Księżyc
Dwie karty w talii umieszczają Księżyc wewnątrz malowanej sceny.
Najedź na znacznik, żeby zobaczyć, gdzie na karcie leży symbol.
Ósemka Kielichów
Na Ósemce Kielichów księżyc wisi nisko i w połowie zaćmiony — pokazany i zasłonięty w tej samej chwili, co jest dokładnym kształtem umysłu, który już wie, że odchodzi, ale nie znalazł jeszcze słów na to, dlaczego.
· Przeczytaj tę kartę →Księżyc
Na karcie Księżyc satelita zajmuje całe górne niebo — twarz zwrócona w dół, powieki przymknięte, opadające płomyki w kształcie jod. Karty, które przychodzą po niej (Słońce, Sąd, Świat), nie mogą się pojawić, dopóki ten nocny korytarz nie zostanie przebyty do końca.
· Przeczytaj tę kartę →Inne symbole w pobliżu
Księżyc należy do kategorii Pejzaż — powolnych rysów nieba, ziemi i wody, które oprawiają ludzką postać. Warto czytać je razem z nim.
Dawniejsze źródła
Ikonograficzna głębokość księżyca wyprzedza tarota o tysiąclecia. Sumeryjski Sin i akadyjski Nanna są bóstwami męskimi, a ich lazurytowa łódź-sierp płynie nocnym niebem; egipscy Chonsu i Thot noszą tarczę księżycową na nakryciu głowy; hellenistyczna Selene powozi dwukonnym wozem naprzeciw czwórki Heliosa. W wiekach średnich księżyc staje się w sztuce chrześcijańskiej i hermetycznej trwale figurą kobiecą — Dianą, podnóżkiem Matki Boskiej, żywiołem zmiennym pod sferą gwiazd stałych. Łacińska Picatrix liczy go między siedem planet rozdzielających przypisania obrzędowe, a zakon Złotego Świtu pod koniec XIX wieku przypina go do ścieżki litery kof na Drzewie Życia — potylica, sen, wodna głębia.
Polszczyzna dorzuca do tego szeregu własną nutę, i to nutę wpisaną w samo słowo. Wyraz księżyc jest zdrobnieniem od ksiądz w dawnym znaczeniu „książę, pan” — dosłownie książątko, syn pana; Aleksander Brückner tłumaczy to jako młodego władcę nocy, następcę słonecznego ojca. Wcześniejszą nazwą był miesiąc, i to słowo trzyma do dziś obie rzeczy naraz: sierp na niebie i odcinek kalendarza. Zwykłe zdanie o tym, że coś ciągnie się drugi miesiąc, nosi więc w sobie obrazek nieba, choć nikt tego nie zamierzał. Myśl osiemnastego arkanu — że wiedza przychodzi fazami, nie od razu — nie wymaga po polsku tłumaczenia; jest wbudowana w słownik.
Warstwa literacka dokłada trzeci rejestr. U Mickiewicza księżyc jest światłem przysięgi i zdrady zarazem: w Świteziance młodzieniec składa obietnicę przy blasku, którego nie umie odczytać, i ten sam blask pokazuje mu potem, co naprawdę obiecał. U Schulza w Sklepach cynamonowych noc bywa osobną porą roku, z własną florą i własnym prawem, a miasto pod księżycem rozrasta się o ulice, których za dnia nie ma — to jest dokładnie ta okolica, w którą prowadzi ścieżka między dwiema wieżami. Chopin zostawił dla tego stanu formę muzyczną: nokturn nie opowiada zdarzenia, tylko utrzymuje pewien rodzaj oświetlenia przez kilka minut i pozwala słuchać, co się w nim porusza.
Wilk, pies, dwie wieże i wydostający się rak są reżyserią Pameli Colman Smith, datowaną na 1909 rok i niczym wcześniejszym niepotwierdzoną. Materiał, który ta reżyseria rozstawia po scenie, jest jednak znacznie starszy: księżycowa łódź z Ur, tarcza na czole egipskiego boga, wóz Selene, ścieżka kof ze schematu z końca XIX wieku i polskie jezioro z dwoma księżycami — jednym na niebie, drugim na wodzie. Karta nie wymyśla nocy. Proponuje tylko, żeby nie wychodzić z niej wcześniej, niż noc skończy mówić.

